Jak się przełamać i zacząć chodzić na siłownię/fitness?

Słuchajcie wiem, jak jest. Bardzo chcesz zacząć chodzić na siłownię/fitness, bo wiesz, że by Ci się przydało, ale nie masz z kim pójść. No i nie wiesz, co masz tam robić, jak ćwiczyć i ile czasu poświęcić na dane ćwiczenie. Wiem, wiem, też to przechodziłam. Z karty Multisport skorzystałam po 4 miesiącach, od jej aktywacji, ale w końcu się udało. Here’s a story.

Szczerze mówiąc moje wymówki, żeby nie pójść na siłownię były żałosne. Serio. Bo nikogo tam nie znam, bo nie wiem jak ten Multisport działa, bo nie wiem, czy mi się spodoba (choć uprawiam sport od 8 roku życia, z przerwami 😉 ), bo nie wiem jakie ćwiczenia będę mogła wykonywać na sprzętach, które tam będą. Hej! To wszystko jest do ogarnięcia.

PIERWSZE PODEJŚCIE

Moim pierwszym pomysłem, żeby zacząć chodzić na siłownię/fitness, było znalezienie sobie kompana. Poległam.

DRUGIE PODEJŚCIE

Stwierdziłam, że się nie poddam i wymyśliłam, że jak zacznę mówić znajomym, że wybieram się na siłownię/fitness, to będą pytać jak było i będzie mi głupio powiedzieć, że nie byłam. Otóż nie było mi głupio. No może na początku, ale później wymówki same się wymyślały, dlaczego nie poszłam. Więc znowu poległam.

TRZECIE PODEJŚCIE

Ok, musi być na mnie jakiś sposób. Przejrzałam dokładnie całą stronę internetową siłowni, na którą chciałam pójść, potem Facebooka i mnie olśniło! Przecież nie muszę od razu dźwigać sztangi, albo robić jakichś wywijasów na maszynach do ćwiczeń. Zacznę od zajęć grupowych! Znalazłam zajęcia, które wpływają na poprawę kondycji i sylwetki, czyli to, co na początku chciałam osiągnąć. Od razu wiedziałam, że to moja szansa.

Zajęcia są trzy razy w tygodniu: wtorki i czwartki wieczorem oraz w niedzielę rano. Jakoś tak wyszło, że ominęłam kilka wtorków i z dwa czwartki, ale w końcu poszłam.

REZULTAT = ZAJĘCIA FITNESS

I wiecie co?

Wcale nie było tak strasznie! Ja jak to ja wystrzeliłam na recepcji prosto z mostu.

Dzień dobry, jestem u Was pierwszy raz i chciałam zapytać jakie mam możliwości z kartą Multisport. Do tego szeroki uśmiech i poszło!

Po 5 minutach byłam już przebrana na sali. Wyszłam z wizją zbliżających się zakwasów, ale stwierdziłam, że jak już się wybrałam na wojnę z fałdką na brzuchu i cellulitem na udach, to muszą być ofiary 😉

Dziś miałam być drugi raz na tych zajęciach, ale zaspałam. Moje ciało było dla mnie na tyle łaskawe, że obudziłam się bez zakwasów, więc stwierdziłam, że w podziękowaniu za tą hojność pójdę poćwiczyć sama. I tak też zrobiłam. Mój plan działania, to bacznie się przypatrywać innym osobom, żeby załapać, co się robi na tych wszystkich sprzętach.

Zaczęłam od bezpiecznej bieżni (4 km). Potem rowerek (4 km) i w końcu poszłam na drugą salę ze sprzętami.

Przeszłam się po sali, żeby ocenić jak wielkim frajerem jestem i stwierdziłam, że przecież nie wyjdę po minucie.  Tak, było aż tak źle. Zaczęłam od jakiegoś prostego ćwiczenia z obciążeniem i jakoś to poszło. Przy każdej kolejnej maszynie dokładnie przyglądałam się, co robią inni i jak pasowało mi to ćwiczenie, to też je robiłam.

Zakończyłam swoją przygodę rozciąganiem na macie, pożegnałam się z ludźmi z sali i z uśmiechem powędrowałam do szatni.


Wiecie co? Warto ćwiczyć. Całkowicie się wyłączasz od tego, co męczy Cię w głowie, skupiasz się na tym, co dzieje się w danym momencie, a uśmiech i zadowolenie czujesz jeszcze długo, po wyjściu z siłowni.

W końcu rozumiem też to całe zamieszanie z byciem fit i zdrowym trybem życia. Jak zaczynasz ćwiczyć, zaczynasz się automatycznie interesować odzieżą sportową. Odczuwając głód myślisz o tym, żeby zjeść coś zdrowego, a przynajmniej mało przetworzonego, żeby nie tracić lekkości. Będąc w sklepie spożywczym układasz w głowie przepisy na zdrowe i pyszne posiłki do pracy. A co najważniejsze, nie możesz się doczekać kolejnej wizyty na siłowni.

Jedyny minus tej całej zabawy: to uzależnia 😉

PS: Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali i motywowali do pójścia ;* Jesteście wielcy!

Może Ci się również spodobać