ULUBIEŃCY MIESIĄCA | Styczeń 2015

Zbliża się koniec stycznia i myślę, że to dobry moment na podsumowanie tego miesiąca. W ulubieńcach znalazły się głównie kosmetyki do pielęgnacji, ale jest też kolorówka. Może coś Was zainteresuje.


Na początku muszę wspomnieć o odżywiającym kremie do twarzy z Kolastyny – siła odżywienia. Jest to krem do cery suchej, ale ja też go używam mimo tego, że mam cerę mieszaną.

Bogaty krem dla cery suchej KOLASTYNA ENERGY TOUCH stanowi znakomitą mieszankę energetycznie działających składników aktywnych, aby zapewnić optymalne nawilżenie trwające do 24h! Jego formuła jest bogata w H2Ointense odpowiadające za zapewnienie skórze właściwego nawilżenia, COLLASTEN COMPLEX oraz olej arganowy. Odczucie odwodnienia i ściągnięcia skóry zostaje wyraźnie zmniejszone, Twoja cera odzyskuje zdrowy, promienny, świeży wygląd.

Co Wam będę owijać w bawełnę. Krem jest rewelacyjny. Nie pamiętam kiedy ostatnio zużyłam cały krem do twarzy z taką przyjemnością. Stosowałam go rano i wieczorem na umytą skórę i już zaczęłam drugie opakowanie. Krem jest w wygodnej tubce o pojemności 40ml. Kupowałam go w Rossmannie za 9,90 zł. Co do jego właściwości, to w 100% pokrywają się z tym co obiecuje nam producent, szybko się wchłania i pozostawia skórę przyjemnie nawilżoną.

Po nawilżeniu twarzy rano sięgam po podkład. W tym miesiącu sprawdził mi się Bourjois Heathy Mix. Uważajcie przy wybieraniu odcienia, bo ja w sztucznym świetle sklepu wybrałam delikatnie za ciemny odcień. Mimo to jest genialny. Wystarczy nałożyć go trochę mniej i daje radę. Daje bardzo ładny efekt zdrowej skóry twarzy, dobrze się rozprowadza, a nakładany pędzlem daje ‘zdrowy blask’. Wyrównuje też koloryt naszej buzi. Nie jest to typowy podkład kryjący, wręcz przeciwnie – nawilżający, więc nie ma co się po nim spodziewać jakiegoś mega krycia. Od tego mamy korektor. Dzięki pompce wygodnie się go aplikuje i przede wszystkim higienicznie. Jego jedyną wadą jest dość wysoka cena, ale można go dorwać na jakiejś promocji.

Gdy przychodzi czas na zmycie makijażu z mojej twarzy, sięgam po mleczko do demakijażu, do którego wróciłam po dłuższej przerwie. Nie wiem dlaczego sięgnęłam po inny produkt do demakijażu, ale to tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ten jest najlepszy. Jest to Delia Cosmetics Dermo System – mleczko do demakijażu twarzy i oczu. W składzie znajdziemy m.in: ekstrakt z ryżu, olej bawełniany, naturalną Betainę (nawilżenie) czy Antainę. W takim produkcie ważne jest dla mnie by zmywał makijaż, nie podrażniał oczu i ich okolic i by nie zapychał porów. Ten spełnia wszystkie moje wymagania. Na zdjęciu macie stare opakowanie z pompką, które jest dla mnie idealną metodą pobierania mleczka z opakowania. Aktualnie producent zmienił opakowanie i pozbył się pompki, ale przelałam mleczko do starego opakowania i nadal cieszę się z higienicznej pompki, która podaje mi idealną ilość produktu. Noszę soczewki i często odstawiałam jakiś produkt, bo podrażniał moje wrażliwe oczy lub wysuszał ich okolice.

Opakowanie zawiera 210 ml produktu za ok 7 zł. Możecie go dostać w Naturze.

Jeśli chodzi o pielęgnację włosów to w tym miesiącu zachwyciły mnie dwa produkty. Pierwszy z nich to suchy szampon z Dove. Co prawda jest droższy od tego z Batiste, ale jest od niego o wiele lepszy. Przede wszystkim nie pozostawia białego osadu na włosach, co mimo tego, że jestem blondynką i tak było u mnie widać. Ma bardzo przyjemny zapach, który na długo utrzymuje się na włosach i często znajomi pytają co tak ładnie pachnie. Włosy pozostają świeże przez cały dzień po zastosowaniu produktu. Pewnie dałyby radę też następnego dnia, ale staram się nie przeginać i po prostu umyć włosy. Jest bardzo prosty w  aplikacji, wystarczy spryskać włosy u nasady, “wmasować” produkt w skórę głowy, a następnie przeczesać włosy. Opakowanie zawiera 200 ml szamponu i jest wydajny. Staram się używać go tylko w wyjątkowych sytuacjach i zawsze się sprawdza. Jeśli chodzi o cenę tego suchego szamponu to szczerze Wam powiem, że nie orientuję się dokładnie, ponieważ ja swój kupiłam w Anglii za ok. £3-4. W Polsce kosztuje chyba koło 20 zł co wg mnie jest odpowiednią ceną w stosunku do jakości produktu.

Drugim produktem, który również przywiozłam z Anglii, jest olej arganowy firmy HASK. Kosztował £2 za 18 ml produktu. Jest to genialny produkt, który wiele razy ratował moje włosy. Ogólnie mówiąc jest to nawilżająco regenerujący olejek do włosów o bardzo przyjemnym zapachu, w którym można wyczuć nutę pomarańczy. Bałam się trochę, że ciężko będzie się go używało ze wzgl na opakowanie, ale produkt wypływał powoli z buteleczki, dzięki czemu można kontrolować ile produktu chcemy użyć. Mimo niewielkiej pojemności jest bardzo wydajny. Używałam go po każdym myciu włosów na końcówki przed użyciem suszarki. Dodatkowo stosowałam go również do ujarzmiania moich włosów, gdy naelektryzowane szalały na mojej głowie. Wygładza je bez obciążenia i nadaje włosom piękny zdrowy połysk. W składzie produktu znajdziemy również keratynę, olej joboba czy witaminę E. Możecie go znaleźć w Hebe za ok. 15 zł. Olejek zachwycił mnie na tyle, że po jego skończeniu zakupiłam drugi, lecz tym razem zdecydowałam się na olejek Monoi, który uwiódł mnie składem ale też cudownym zapachem. Jeśli chodzi o skład, to znajdziemy w nim np.: olej kokosowy, olej z lnu, olej z czarnej borówki czy witaminę E. W obu przypadkach świetny skład i rewelacyjne działanie na włosy. Moim zdaniem warto zapłacić za niego te 15 zł.

Przejdźmy teraz do dłoni. W tej kategorii również mam dwie perełki. Pierwszą z nich jest odżywka do paznokci firmy HEROME. Wybrałam wersję ‘strong’, ponieważ nie używałam wcześniej odżywek tej firmy i zaczęłam kurację. O co chodzi? Przez dwa tyg. trzymam się określonych przez producenta zasad, czyli pierwszego dnia nakładam pierwszą warstwę odżywki, drugiego dnia drugą, a trzeciego dnia zmywam obie warstwy. Czwartego dnia powtarzamy cały proces. Aktualnie jestem przy trzecim powtórzeniu i już widzę poprawę w stanie moich paznokci. Płytka paznokcia się powoli wyrównuje i nie zadzierają się na razie. Moje paznokcie były w opłakanym stanie po stosowaniu odżywki z Eveline 8w1. Rozdwajały mi się nawet dwa paznokcie, które NIGDY nawet się nie zadarły. Stwierdziłam, że trzeba coś z nimi zrobić. Odżywkę tą poleciła mi kosmetyczka, więc stwierdziłam, że spróbuję. Odkąd pracuję w bezpośrednim kontakcie z klientkami, chcę aby moje paznokcie były zadbane. Jeśli Twoje paznokcie również rozdwajają się, łamią i zadzierają, to spróbuj tej odżywki – może Tobie również pomoże. Kiedyś miałam twarde i długie paznokcie, teraz marzę o tym, by móc je troszkę zapuścić, by ładnie wyglądały. Buteleczka mieści 10 ml i kosztuje 37,50 zł. Zamawiałam ją na stronie BodyLand.pl (klik).

Drugim produktem jest lubiany przez wszystkich zmywacz do paznokci z Rossmanna ISANA w wersji zielonej, o zapachu migdałów. Pierwsza sprawa to zapach – jest znośny i nie śmierdzi po użyciu w całym pokoju, co niestety jest rzadko spotykane. Druga sprawa to działanie i tu mogę już więcej się rozpisać. Testowałam go z różnymi lakierami, od odżywki przez jasne odcienie aż po krwistą czerwień i dał sobie radę nawet z najciemniejszymi kolorami. Jest pierwszym zmywaczem, który w pełni zmył z moich paznokci każdy lakier. Ma w swoim składzie aceton, ale nie przeszkadza to szczególnie moim paznokciom. Ja mam opakowanie o pojemności 125 ml, ale chyba są też większe buteleczki. Zmywacz jest też tani – 3,99 zł. Więc nic tylko kupować – polecam serdecznie. Nie mam pojęcia dlaczego dopiero teraz go kupiłam. Co prawda nie jestem mistrzem w malowaniu paznokci i często skórki też łapną trochę kolorku, ale przynajmniej mam już wprawę w ich czyszczeniu.

Moim ostatnim ulubieńcem jest krem do stóp z 30% mocznika z Lirene – stop rogowaceniu. Produkt jest w postaci 2w1 krem-maska. Krem ma miętowy zapach w chwili aplikacji, co nie do końca mi pasowało, ale po nałożeniu na stopy zaraz znika. Jestem nim po prostu oczarowana. Po pierwszym użyciu, moje stopy były mięciutkie jeszcze przez kolejne dwa dni. Używam go jako maskę na noc, po aplikacji kremu na stopy zakładam skarpetki i idę spać. Kosmetyk w pełni wchłania się w skórę, nawilża ją i mam wrażenie, że zmniejsza ilość zgrubiałego naskórka. Jest to moje odkrycie i już kupiłam go również mojej mamie. Polecam każdemu, kto ma suche, spękane, twarde stopy. Moje co prawda nie są w strasznym stanie, ale nie lubię, gdy pięty są szorstkie. Możecie go znaleźć w Rossmannie za ok. 12 zł.

Może Ci się również spodobać